Technologia po gruzińsku

14 października 2018 | Słowotok, czyli felietony

Sporo czasu minęło od ostatniego artykułu, głownie dlatego, że wakacje od bloga sobie troszkę przedłużyłam – nie da się ukryć. Ale naprawdę trudno wrócić do rzeczywistości po tak długim urlopie, w dodatku chyba zapomniałam jak się pisze, bo uwierzcie mi – każde zdanie powstaje w bólach i mękach 🙂 Dlatego też pozwolę sobie jeszcze na chwilę zanurzyć się we wspomnieniach i nieco przybliżyć Wam moją podróż. Żeby nie była to jednak zupełna prywata, to opiszę, co zaskoczyło mnie pod względem technologicznym.

W Gruzji spędziłam blisko trzy tygodnie przemierzając ją wzdłuż i wszerz, odwiedzając miasta i prowincje, napawają się kaukaskimi trasami trekkingowymi, bezdrożami, czernią morza Czarnego i równie czarnych piasków, dziedzictwem naturalnym i kulturowym, tak różnym od znanego nam z polskich równin i gór. Była to dla mnie jak dotychczas najbardziej egzotyczna podróż, Gruzja jawiła mi się wcześniej jako kraj dziki i zupełnie inny od tego, co zobaczyłam do tej pory – bo choć według niektórych leży ona w całości na terenie Europy, to jednak jest już to azjatycki przedsionek. Dlatego też sporo mnie na miejscu zaskoczyło – nie był to może szok zupełny, odbierający mowę, ale z pewnością brwi powędrowały nieco wyżej 🙂

Kontakt on-line

Po wyjeździe poza granicę UE ceny korzystania z rodzimej telefonii komórkowej wraz z uruchomieniem roamingu szybują mniej więcej na wysokość przelotową linii, którymi przylecieliśmy w miejsce docelowe. No po prostu jest drogo 😀 Ale nic nie szkodzi – gruziński operator Magticom dostrzegł potencjał w turystach i tuż po wyjściu z terminala lotniska w Tbilisi możemy dostrzec kolejkę wszystkich tych, którzy żyć bez Internetu nie potrafią. Trochę trzeba odstać – w Gruzji, podobnie jak u nas, kupując kartę pre-paid musimy się zarejestrować, a jest to proces czasochłonny.

Internet jest dostępny w praktycznie każdym hotelu i każdej restauracji, więc nawet jeśli nabędziemy kartę, to nie trzeba jej nadużywać. Gruzja wydaje się być nieco oddalona technologicznie od Europy, ale wszystko wskazuje na to że wcale tak nie jest. Większość rzeczy można załatwić on-line, bardzo popularny jest WhatsApp – z powodzeniem zastępuje on wszystkie inne formy komunikacji. Nawet wynajem samochodu można załatwić bez wychodzenia z hotelu. No chyba że do rzeczonego auta 🙂

Musimy tylko pamiętać o jednej rzeczy – to, że Gruzini umawiają się z nami na coś przez WhatsAppa, nie znaczy, że o tym pamiętają. Dzień przed oddaniem samochodu umówiliśmy się na miejsce i godzinę spotkania. Nie przeszkadzało to Panu Gruzinowi jeszcze dwa razy się z nami skontaktować by dowiedzieć się, gdzie ma od nas samochód odebrać 🙂 Ciekawostką jest również to, że odbierając samochód w ogóle nie sprawdził jego stanu czy poziomu paliwa w baku. Ale to może być związane z następnym punktem.

Ważne, że jeździ

Ten punkt jest raczej o technologii samochodowej 🙂 Gruzini zarówno do przepisów ruchu drogowego (na przykład wyprzedzanie na trzeciego jest normą, szok pojawia się, kiedy ktoś próbuje wyprzedzać na piątego), jak i samych samochodów mają stosunek dość… frywolny 😀 W Gruzji nie obowiązują obowiązkowe przeglądy techniczne, co w widoczny sposób przekłada się na to, co widać na drogach. Większość samochodów wygląda jakby właśnie miały zostać zezłomowane, a im bardziej prowincjonalny region, tym jest gorzej. Powszechne są samochody bez zderzaków, z odsłoniętą chłodnicą. Wiele luksusowych samochodów zbiera się podczas wyprzedzania jak maluch, co prowadzi do wniosku, że ich ładne nadwozie to po prostu efekt romansu Fiata Pandy z wiatą autobusową (co zdaje się potwierdzać fakt, że w Gruzji naprawdę niewiele jest wiat autobusowych :)).

Większość samochodów używanych pochodzi z importu z różnych stron świata – stąd duża popularność pojazdów z kierownicą po prawej stronie.

Dodatkowo Gruzini nie wyznają wiary w obowiązkowe ubezpieczenia 🙂

Bez Ubera też się da

W Gruzji Ubera nie ma. Ale czy czemukolwiek to przeszkadza? Absolutnie nie – pominę fakt, że taksówkę bardzo łatwo złapać na ulicy, taksówkarze sami zachęcają do skorzystania z ich usług. Jeśli jednak nie widzi nam się komunikacja na migi lub w mieszance języków gruzińskiego i rosyjskiego, albo po prostu cenimy sobie uberową możliwość załatwienia wszystkiego bez otwierania ust, to z pomocą przychodzi aplikacja Taxify – w Polsce wydaje się nie być zbyt popularna. Ale w Gruzji Taxify z powodzeniem zastępuje Ubera, wielu kierowców z niej korzysta, więc zwłaszcza w większych miastach można nawet nie odczuć braku tej popularnej aplikacji komunikacyjnej.
Popularność taksówek wynika z tego, że w Gruzji bardzo łatwo założyć działalność gospodarczą, a jeszcze łatwiej zostać taksówkarzem – wystarczy odpowiednio oznaczyć samochód.

Służby porządkowe na sterydach

Tu troszkę rzecz mniej związana z technologiami informatycznymi, ale rzucająca się w oczy tym, jak bardzo odcina się od gruzińskiej rzeczywistości. Policja, bo o niej mowa, nie tylko dorównuje naszej, ale znacznie ją przewyższa, zwłaszcza wizerunkowo. Kilka lat temu ówczesny prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili postawił sobie cel: zwalczyć korupcję. Postanowił to zrobić w dość nietypowy sposób – do żywego wycinając schorowaną tkankę i wybudować nowe, lepsze służby. Nowi ludzie, nowe mundury, nowe budynki, nowe samochody. Wszystko nowe i lepsze. Budynki komisariatów wyraźnie odcinają się od reszty zabudowań – nowoczesne i całkowicie przeszklone tak, aby widać było co dzieje się wewnątrz. Samochody, które do tej pory mogłam zobaczyć tylko w amerykańskich filmach – Ford Crown Victoria Police Interceptor – jakby same z siebie nie przyciągały uwagi, cały czas mają włączone sygnały świetlne. A wszystko to – w otoczeniu biedy – wywołuje niemały dysonans.

Zbliżeniowo czy na pin?

Kolejnym zaskoczeniem była popularność kart płatniczych a zwłaszcza… płatności zbliżeniowych. W UE tylko Czesi częściej niż my korzystają z płatności zbliżeniowych, a cały zachód podchodzi do nich raczej sceptycznie. Dlatego niemałe było moje zdziwienie kiedy okazało się, że terminale płatnicze w Gruzji w większości przypadków przystosowane są do tej formy i wydaje się być ona raczej podstawowa – mało widzieliśmy przypadków, gdy ktoś wkłada kartę do terminala.

Bez problemu znajdziemy bankomat, ale bardzo popularne są również automaty usług publicznych, w których można doładować telefon, kupić bilet czy zapłacić rachunki. Automaty takie towarzyszą bankomatom podobnie, jak u nas wpłatomaty.

Google Market istnieje stacjonarnie

Na północy Gruzji, w cieniu ponad pięciotysięcznej góry zwanej Kazbek, położone jest niezbyt urokliwe – poza jego oczywistymi walorami geograficznymi – miasteczko Stepancminda. W mieścinie tej sklepów jest sporo, ale takich, które mogą nam na myśli przywodzić to, co niektórzy z nas pamiętają z pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych – towaru wprawdzie sporo, ale poukładanego na przedpotopowych regałach, czysto jest, ale jakoś tak szaro i ponuro. Wśród takiego skupiska sklepów jeden wyraźnie przyciąga uwagę swoją pstrokacizną i nazwą jakby gdzieś już usłyszaną. Tak, moi drodzy, na środku Stepancmindy znajduje się Google Market 🙂 Nie wiem niestety, jakie skarby skrywa, ponieważ był zamknięty w dniach, kiedy tam przebywałam.

Gruzja to przepiękny kraj, ale pełen kontrastów. Choć biedę widać na każdym kroku, to wiele może zaskakiwać, zwłaszcza technologicznie. Wspaniałe jest to, że Gruzini z technologii nie boją się korzystać i chętnie używają jej do komunikacji z Turystami – wiele razy zdarzyło nam się rozmawiać przez translator 🙂 Jeśli macie ochotę na odrobinę dzikości, ale nie jesteście jeszcze gotowi na Chiny czy Nepal, to rozważcie wizytę na Kaukazie 🙂 A będąc w Gruzji, koniecznie odwiedźcie Google Market! 🙂

Najnowsze wpisy

CzytanQA: Labirynty Scruma

Scrumie książek napisano sporo. Dzisiejsza książka – Labirytnty Scruma – jest nieco inna, autor podchodzi do tematu od strony bardziej… problematycznej.

#3 Antywzorce w testowaniu oprogramowania: Korzystanie z niewłaściwego rodzaju testów

Wszyscy wiemy, jak z grubsza wygląda piramida testów: na dole jednostkowe, potem integracyjne, a szczytu akceptacyjne. Oznacza to po prostu tyle, że im wyżej w piramidzie, tym testów powinno być mniej… Ale mniej, to znaczy ile?

Technologia po gruzińsku

Pozwolę sobie jeszcze na chwilę zanurzyć się we wspomnieniach i nieco przybliżyć Wam moją podróż. Żeby nie była to jednak zupełna prywata, to opiszę, co zaskoczyło mnie pod względem technologicznym.

Pin It on Pinterest

Podoba Ci się wpis?

Podziel się ze znajomymi!