“Mindset” to nie wszystko

15 kwietnia 2018 | Słowotok, czyli felietony

Sporo czasu zabierałam się do tego, by napisać dzisiejszy wpis. I nie, wcale nie chodzi mi o to, że powinnam była go wrzucić wczoraj, ale o to, że trochę obawiam się wsadzania kija w mrowisko i jednak publicznej debaty z osobami, które osiągnęły w życiu sukces. Być może wynika to z poczucia braku kompetencji, a może boję się być oskarżona o zazdrość – nie wiem.

Dziś w podczas jednego z ostatnich treningów przed drugim w życiu maratonem jednak nabrałam odwagi (co te endorfiny, to nawet ja nie :)), a przy okazji doszłam do wniosku, że taka właśnie okazja jest idealna do napisania swoich przemyśleń. A chcę Wam powiedzieć, co myślę o podejściu „Mindset jest wszystkim w życiu”, o tym, że jest to spore nadużycie i uproszczenie oraz jaką krzywdę może wyrządzić tym, którzy w to uwierzą.

Złote dziecko polskiego IT

Roberta Gryna nie muszę chyba nikomu przedstawiać, znany jest prawdopodobnie każdej nawet średnio rozeznanej w branży osobie, a przez liczne artykuły na jego temat, także „normikom” spoza IT. Jego profil na Facebooku lubi ponad 25 tysięcy osób, a na Instagramie obserwuje go blisko 50 tysięcy. I nie ma się co dziwić – ciężko zapracował na swój sukces, wiele osób marzy by pracować w Codewise, znalazł się na liście 100 najbogatszych Polaków według miesięcznika Forbes, a do tego jest wysportowanym przystojniakiem, który zupełnie zaprzecza stereotypowi przeciętnego przedstawiciela branży informatycznej. I bardzo dobrze, takie wzorce są świetne i potrzebne, dzięki nim mamy ideał, do którego możemy dążyć… do czasu, gdy te wzorce zaczynają szerzyć coachingową propagandę sukcesu, według której brak spektakularnych osiągnięć to wynik tylko i wyłącznie naszego niedostatecznie pozytywnego podejścia.

„Wanting it is enough”

O co mi chodzi i co wspólnego ma to z bieganiem, a już tym bardziej z testowaniem? Może część z Was pamięta mój felieton o podobieństwie treningów biegowych do nauki naszej profesji – Just wanting it isn’t enough . W marcu Robert Gryn w jednym ze swoich facbookowych wpisów pochwalił się, że przebiegł maraton… po 8 dniach przygotowań, co z resztą miało udowodnić, że… mindset to wszystko, co w życiu potrzebne.

Zapewnił oczywiście, że przeżył ogromny dyskomfort fizyczny, ale… 8 dni? Serio, Robert, nie próbujesz nas czasem wystrychnąć na dudka? 🙂

Ale ja wcale nie trenowałem!

Zacznę od tego, że „8 dniowe przygotowanie” to kłamstwo, szkodliwe kłamstwo, które może doprowadzić nawet do tragedii. Bieg maratoński jest bardzo trudny i powoduje „dyskomfort fizyczny” nawet u trenujących wiele lat, więc przypadek Roberta niczego nie udowadnia. Sama po przebiegnięciu tego dystansu mogę powiedzieć, że człowiek po 25 kilometrach uczy się czegoś, czego nie zrozumie w żaden inny sposób (no, chociaż może wchodząc na ośmiotysięcznik albo przepływając kajakiem Ocean Spokojny.. Wiecie w każdym razie o co mi chodzi :P). Ale osoby o słabszym zdrowiu, gorszej formie czy po prostu mające pecha, mogą przypłacić to zdrowiem fizycznym, zranionymi ambicjami a nawet życiem (w zeszłym roku na Maratonie Warszawskim doszło do takiej tragedii, ale to zdarza się nawet na dystansach krótszych, czego byłam kiedyś świadkiem. Polecam wygooglować „śmierć na maratonie”). Dlaczego o tym piszę? Bo Robert próbuje wmówić innym, że wystarczy chcieć! A ktoś może w to uwierzyć, przyjść bez przygotowania na „dysię” i… no właśnie, w najlepszym wypadku zejdzie z trasy i popadnie w kompleksy, skończy z poczuciem, że jest niedostatecznie dobrze nastawiony by osiągnąć sukces. A to wcale nie jest prawda, że Robert przebiegł maraton dzięki nastawieniu! Zawdzięcza to ciężkiej (choć pewnie i przyjemnej) pracy i to powinien był napisać. Wystarczy przeskorolować jego profil na Fejsie czy Insta, by wiedzieć, że regularnie odwiedza siłownie, uprawia przeróżne sporty, jest na specjalnej diecie. Jego ciało jest przygotowane do 4-godzinnego wysiłku.

Tak samo bywa w nauce programowania czy testowania. Wiele osób mówi, że „każdy może zostać programistą, ja nie studiowałem informatyki, a zostałem, to proste”. Ale zapominają dodać, że są z wykształcenia matematykami, finansistami czy przeróżnej maści inżynierami, którzy przynajmniej algorytmy opanowali. A ich słowa mogą „humanistów” wpędzić w poczucie, bycia gorszym, nie dość bystrym, by pojąć „proste rzeczy”. Być może nie skończyłam studiów informatycznych, też mogę powiedzieć, że „zostałam testerką po dwóch tygodniach przygotowań!”. Ale moje poprzednie doświadczenia były związane z moją pracą: na studiach miałam zajęcia z jakości, uczyłam się wyszukiwać słabości w systemach, może nie informatycznych, ale jednak. Za moim „brakiem przygotowania” stoją lata pracy. I tak, uważam, że każdy może zostać testerem czy programistą… jeśli tylko będzie ciężko pracował. A może dla niego to oznaczać więcej pracy niż dla mnie nie dlatego, że jestem lepsza… tylko mam już jakiś „background” technologiczny, startowałam z lepszej pozycji.

Nieszczęścia chodzą… stadami

Kolejna rzecz, która mi się nie podoba to zrzucanie wszystkiego na niczemu winne nastawienie. Zdarza się, że ludzie w życiu mają zwyczajnie pecha. Szczerze wierzą w swój sukces, zarażają nim innych. Ale już na samym początku treningu czy nawet zawodów potkną się, skręcą kostkę, zejdą z trasy i w zasadzie przygoda na jakiś czas dla nich jest skończona. Są tacy, którzy w pierwszej pracy trafią na lidera-idiotę albo wrednych kolegów i stracą determinację, jakkolwiek silna by była. Łatwo wtedy powiedzieć, że ich nastawienie było złe no bo… jak ocenić, czy było wystarczająco dobre? To takie myślenie typowego „kołcza majka”: „Nie udało Ci się? To wina Twojego nastawienia! Oh, wierzyłeś w sukces? To na pewno zbyt słabo!”

Hard work jest wszystkim w życiu

A wiecie, w co głęboko wierzę? Że to, co się naprawdę liczy, to ciężka praca – nad sobą, nad swoimi umiejętnościami, nad słabościami. We wspomnianym już wpisie przytaczałam reklamę Nike z Mo Farah, który między słowami mówi o tym, jak ważna i ciężka jest praca każdego dnia. Ani słowa o nastawieniu: tylko trenowanie, pewnie, że bolesne i ciężkie, codzienne. Oczywiście, że najcięższa jest część psychiczna, ale chodzi głównie o determinację. Mindset nie ma znaczenia, możemy go wyłączyć.. Jeśli mamy nawyk ciężkiej pracy, to nawet gdy mamy zły humor, gorszy dzień, to przemy do przodu, robimy postępy. Pewnie mniejsze niż w dni, w które mamy „dobre flow”… ale jednak.

Dlatego kiedy ktoś Wam mówi, że testowanie czy programowanie jest proste… nie wierzcie mu. Kiedy ktoś mówi, że przebiegł maraton po 8 dniach przygotowania albo wszedł na Mount Everest bez aklimatyzacji, nie wierzcie mu. Za tymi ludźmi stoją miesiące, lata przygotowań, nie wie tylko, czemu tego nie przyznają. Róbcie swoje. I cieszcie się, gdy jest ciężko, bo właśnie wtedy się uczycie 🙂

Najnowsze wpisy

CzytanQA: Duch w sieci

Gdyby ktoś zapytał mnie o największego trolla w historii IT, to bez mrugnięcia okiem odpowiedziałabym: Kevin Mitnick. A jego autobiografia, napisana wespół z Williamem L. Simonem jest tego najlepszych dowodem.

#4 Antywzorce w testowaniu oprogramowania: Testowanie niewłaściwej funkcjonalności

Każdy, kto ma odrobinę doświadczenia w testowaniu oprogramowania wie, jak trudne jest uzyskanie stuprocentowego pokrycia kodu testami.

CzytanQA: Social skills for information security professionals

Kiedy tylko Dawid Bałut na swoim profilu poinformował, że jego pierwsza anglojęzyczna książka jest już dostępna, od razu wiedziałam, co następne pojawi się w serii CzytanQA.

Pin It on Pinterest

Podoba Ci się wpis?

Podziel się ze znajomymi!