CzytanQA: Nie każ mi myśleć!

7 kwietnia 2018 | CzytanQA

W testowaniu zawsze chodzi o użytkownika. Zawsze. Często słyszę powtarzane jak mantra, że tak poważnie to chodzi o pieniądze. I to też prawda, bo większość firm nie działa pro publico bono, a czynsz za coś opłacić trzeba. Ale z niczego nie ma nic: żeby zarabiać pieniądze, to trzeba mieć najpierw zadowolonego klienta (oczywiście poza kilkoma wyjątkami finansowanymi niejednokrotnie z pieniędzy podatnika :P). Więc kiedy testując chcemy być skuteczni, to raczej myślimy o odczuciach użytkownika, a nie pracodawcy i jego portfela. A jeśli mówimy o odczuciach użytkownika, to od razu z tyłu głowy powinna nam się zapalić wielka lampka z napisem UX.

User experience, doświadczenie użytkownika to, rozszerzając nieco tłumaczenie, całość wrażeń, jakich doświadcza użytkownik podczas korzystania z aplikacji. UX jest już od dobrych paru lat idée fixe branży IT, firmy prześcigają się w tworzeniu aplikacji zaprojektowanych tak, by użytkownik był przeszczęśliwy (a przynajmniej żeby narzekał możliwie jak najmniej :)). My, jako testerzy sprawdzamy wiele aspektów, dlaczego więc nie ulec również tendencjom rynku i nie zwracać uwagi także na UX? Ale zanim to będziemy robić, warto zgłębić tematykę, wejść na chwilę w skórę użytkownika, by potem łatwiej odnajdywać jego bolączki.

Z pomocą przychodzi Steve Krug z książką o przeuroczym tytule „Nie każ myśleć!”, w dodatku wcale nie nową, jak na standardy świata IT rzekłabym, że nawet wiekową, bo po raz pierwszy wydaną w 2006 roku. Ale mimo to wciąż aktualną! Dodam też, że ja czytałam właśnie pierwsze wydanie i to ładnych parę lat temu. Od tego czasu pojawiła się wersja odnowiona, która rozszerza treść o projektowanie użytecznych aplikacji również z myślą o użytkownikach urządzeń mobilne.

W moje łapki książka trafiła w języku angielskim pod oryginalnym tytułem „Don’t make me think!”, i taką również formę i Wam polecam. Autor używa bowiem prostego języka, zrozumiałego raczej dla każdej osoby, która zdała podstawową maturę z angielskiego 🙂 Nie wiem niestety jak przyswajalna jest treść po jej przetłumaczeniu na nasz język ojczysty, dlatego wszystkie moje spostrzeżenia dotyczą języka Szekspira.

„Nie każ mi myśleć!” nie jest opasłym tomiszczem – zawiera zaledwie 216 stron i do tego bardzo dużo obrazków, dzięki czemu to “dziełko” można pochłonąć w naprawdę zawrotnym tempie. Ja potrzebowałam na nie około 3 godzin, wliczając w to przerwy na kawę i drugie śniadanie oraz tłumaczenie niektórych słów. Szybkiemu czytaniu sprzyja też lekko humorystyczne podejście autora do tematu, lektura jest po prostu tak przyjemna, jak dobre „czytadło”, a wspomniane obrazki mogą wywołać u niektórych sentyment czy łezkę wzruszenia, kiedy zobaczą design serwisów z dawnych lat – kto korzystał aktywnie z Internetu w roku 2006 zrozumie o co mi chodzi 🙂 Z resztą „oldschoolowość” grafiki przypomina, jak bardzo zmienił się Internet przez te kilka lat.

Wspomniałam, że pomimo pierwszego wydania ponad dekadę temu książka nie traci na merytoryce. A to dlatego, że jest to zbiór ogólnych spostrzeżeń na temat tego, jak myśli i czuje użytkownik i co można zrobić, by poprawić jego komfort w pracy z aplikacją. Choć przez 12 lat moda się zmieniła, niektóre rozbudowane serwisy zmienił się w statyczne strony, a smartfony powoli, acz stanowczo wypierają komputery stacjonarne, to pewne prawdy pozostają uniwersalne i niezmienne. Czytając więc nawet pierwsze wydanie nie będziemy rozczarowani, a pozyskana wiedza nie będzie… gorsza. Z „Nie każ mi myśleć!” dowiemy się, co sprawia, że użytkownik łatwiej i szybciej porusza się po stronie, jak komponować treść, by nie odstraszała albo dlaczego podejście „za białe nie płacę” jest skrajnie… nieodpowiedzialne. Autor przytacza też przykłady konkretnych serwisów, na których poprawiono użyteczność i tym samym obniżono wysiłek jakim musi wykazać się odwiedzający. No i testowanie! Testowanie użyteczności oczywiście 🙂 Jemu poświęcony jest cały dziewiąty rozdział. Znajdziemy w nim porady jak krok po kroku sprawdzać UX, techniki oraz metody, które choć prosto opisane, stosowane są nawet dziś przez tych największych w branży. Niektóre z tych technik możemy wykorzystać również do sprawdzania innych aspektów oprogramowania.

Niewątpliwym plusem dla czytelnika, choć pewnie już dla wydawcy i autora niekoniecznie, jest też to, że anglojęzyczne pierwsze wydanie książki w wersji „Ninja” jest dostępna w Internetach w formacie pdf i potrzeba niewiele wysiłku, by ją dorwać. Nie wiem, czy polska wersja językowa jest wciąż dostępna w wersji papierowej, ale niektóre księgarnie wciąż oferują formaty elektroniczne.

„Nie każ mi myśleć!” jest pozycją raczej dla raczkujących w świecie UX albo dla tych, którzy chcą sobie wiedzę nieco usystematyzować. Lektura obowiązkowa nie tylko dla testerów, ale również dla projektantów, architektów, Product Ownerów, programistów i wszystkich, którym na sercu leży dobro odbiorcy naszych aplikacji. Osobom bardziej rozeznanym w domenie użyteczności zagadnienia omówione w książce mogą wydać się potraktowane przez autora dość powierzchownie. Dlatego polecam gorąco książkę raczej tej pierwszej grupie.

Najnowsze wpisy

Quality Meetup #19 – podsumowanie

Już ponad miesiąc minął, odkąd wystąpiłam na Quality Meetup ze swoją prezentacją poświęconą błędom poznawczym. A jeszcze więcej od ostatniego wpisu na blogu. Czas najwyższy więc na dobre wyjść ze snu zimowego i zacząć nadrabiać.

CzytanQA: Duch w sieci

Gdyby ktoś zapytał mnie o największego trolla w historii IT, to bez mrugnięcia okiem odpowiedziałabym: Kevin Mitnick. A jego autobiografia, napisana wespół z Williamem L. Simonem jest tego najlepszych dowodem.

#4 Antywzorce w testowaniu oprogramowania: Testowanie niewłaściwej funkcjonalności

Każdy, kto ma odrobinę doświadczenia w testowaniu oprogramowania wie, jak trudne jest uzyskanie stuprocentowego pokrycia kodu testami.

Pin It on Pinterest

Podoba Ci się wpis?

Podziel się ze znajomymi!