CzytanQA: Czarny Łabędź

14 sierpnia 2020 | CzytanQA

Piąteczek, piątunio, ale zanim zasiądę z browarkiem do jakiejś mało wymagającej lektury jestem Wam winna recenzję książki na której opierałam się pisząc o problemie milczących dowodów.

Jak już pewnie wiecie, a jak nie wiecie, to właśnie się dowiecie, interesuję się już od dłuższego czasu błędami poznawczymi, czyli w skrócie tymi błędami, które popełniamy, kiedy wydaje nam się żę coś jakieś jest, ale w rzeczywistości jest zupełnie inne, bo nasz mózg najzwyczajniej sobie toczy z nas bekę. „Czarny Łabędź” to właśnie taka książka, którą można by streścić znanym sokratesowym „Wiem, że nic nie wiem” i że wszystkie prognozy, to sobie możemy robić, bo prognozy swoje, a życie swoje.

No ale do rzeczy i już trochę poważniej. Chociaż też i trudno pisać poważniej, kiedy sam Taleb pisze raczej lekko i z dużą dozą humorku (i, tu muszę to powiedzieć, swojego rozbuchanego ego) o sprawach jednak dość trudnych i poważnych w skutkach. Z książki płynie teza, że żadne prognozowanie nie ma sensu, ponieważ to, co naprawdę wpływa na prognozy, jest z samej swojej natury nieprzewidywalne. Nie musimy daleko szukać – nikt, absolutnie nikt nie przewidział aktualnej pandemii. A chyba wszyscy widzimy, jak gigantyczny wpływ ma na nasze życie, na gospodarkę i na… no właśnie na prognozy, które stworzone kilka miesięcy temu, dziś spokojnie można wyrzucić i zapomnieć, że kiedykolwiek powstały. Dodatkową argumentację mają stanowić właśnie ciekawe opisy błędów poznawczych, których występowanie umożliwia nam tworzenie prognoz i czyni nas podatnymi na tytułowe „Czarne łabędzie”.

Cała lektura jest w gruncie rzeczy bardzo interdyscyplinarna i przez to może trafić w gusta wielu osób. Taleb daje się poznać jako erudyta i przytacza wiele odwołań do filozofii, psychologii i socjologii, a także – wywodząc się z tych dziedzin – ekonomii i statystyki. Z tych dwóch ostatnich z resztą pozwala sobie często otwarcie szydzić, co tylko dodaje książce lekkiego pazurka i sprawia, że łatwiej zapamiętujemy dość jednak trudne zagadnienia. A ta trudność swoją drogą przekłada się na to, że nie jest to książka na jeden wieczór, ani nawet na weekend. Praktycznie cały czas musimy być w pełni skupieni, ponieważ utrata jednego akapitu – powstrzyma nas przed zrozumieniem następnego. Ale naprawdę warto!

Książka jest dość gruba, ale spokojnie jedną trzecią można pominąć, o czym mówi sam autor. Szczególnie, jeśli nie interesują nas jakieś typowo ekonomiczne czy statystyczne zagadnienia. Ja przez nie przebrnęłam, ale przyznaje – była to podróż bolesna i niewiele wnosząca. Najistotniejsze sprawy dzieją się w pierwszej części.

Mimo wszystko polecam Wam tę lekturę, przynajmniej jako jedną z opcji do poznania zagadnienia błędów poznawczych i tym samym uwrażliwienia siebie na to, że z naszej ludzkiej natury jesteśmy bardzo omylni. Jeśli musimy stać na straży jakości – poznajmy to, co nas może przed tym powstrzymywać 🙂

Najnowsze wpisy

CzytanQA: Czarny Łabędź

Jak już pewnie wiecie, a jak nie wiecie, to właśnie się dowiecie, interesuję się już od dłuższego czasu błędami poznawczymi.

Biały pasek na pączkach, czyli o TQM słów kilka

Total Quality Management jako zagadnienie od dawna chciałam opisać, ponieważ właśnie ono w czasie moich studiów zapadło mi w pamięć.

Akcja rekrutacja: Kto odpowiada za jakość oprogramowania?

To pytanie bardzo często pojawia się na rozmowach kwalifikacyjnych na stanowiska związane z testowaniem oprogramowania. Sama wiele razy je zadawałam, a jeszcze częściej słyszałam - nie skłamię, jeśli napiszę, że może tylko na jednej rozmowie...

Pin It on Pinterest

Podoba Ci się wpis?

Podziel się ze znajomymi!