Biały pasek na pączkach, czyli o TQM słów kilka

6 sierpnia 2020 | Trochę teorii

Z wykształcenia jestem inżynierem bezpieczeństwa i choć pozornie może wydawać się, że z testowaniem ma to niewiele wspólnego, to ta gałąź inżynierii jest bardzo blisko spokrewniona z jakością. Nie pomylę się bardzo, jeśli napiszę, że jakości poświęcone około połowy przedmiotów na moich studiach, a pozostałe nawiązywały do niej bądź z niej czerpały. Jest tak dlatego, że inżynieria jakości w pewnym sensie ma zapobiegać temu, czym zajmuje się inżynieria bezpieczeństwa.

A piszę o tym, nie dlatego, że chcę pochwalić się wykształceniem, a dlatego, że dzięki niemu poznałam wiele ciekawych zagadnień, które teraz, posiadając już doświadczenie w jakości oprogramowania, przypominam sobie po czasie, odkrywam na nowo i zaczynam jakby bardziej rozumieć. Jest w tym trochę sentymentu, ale znacznie więcej źródła inspiracji.

Jednym z takich zagadnień jest TQM. Od dawna chciałam je opisać, ponieważ właśnie ono w czasie moich studiów zapadło mi w pamięć, kusiło swoją doskonałością – choć niewiele czasu mu poświęciliśmy. I niewiele informacji jestem w stanie na jego temat znaleźć. Już sama jego nazwa wskazuje, że odwołuje się do jakiejś formy perfekcji, i może dlatego – posiadając poczucie, że żadne słowa nie będą dość dobre, by wystarczająco dobrze opisać, i tym samym skażą jego doskonałość – tak ciężko się zabrać za jego opisanie. Rozwinięcie bowiem skrótu TQM to Total Quality Management. Odnoszę wrażenie, że nawet jego polskie tłumaczenie – zarządzanie przez jakość – nie oddaje pierwotnej mocy, jaką niesie ze sobą angielska nazwa. No dobra, może jestem freakiem, ale trochę mam ciarki za każdym razem jak wypowiadam Total Quality Management.

Jak już możecie się domyślić, bo sama nazwa idealnie oddaje istotę tego, czym jest temat naszych rozważań (tak, do tego stopnia wyżyłowana jest ta jakość!), TQM to absolutne skupienie się na jakości, podporządkowanie jakości wszelkich działań firmy, ukierunkowanie wszystkich członków organizacji na jakość. Takie podejście ma zagwarantować pełną satysfakcję klienta (czy w przypadku firm IT – użytkownika). Mówimy tu więc o myśleniu systemowym, czymś, co powinno być wdrażane odgórnie i dotyczyć wszystkich aspektów organizacji. Myślę jednak, że brak ścisłej definicji tego podejścia do zarządzania wskazuje, że jest ono raczej pewną filozofią, jedną z dróg, które organizacja może obrać. I nie środkiem do osiągania jakości, a celem, którego nigdy nie osiągniemy, ponieważ zawsze będzie coś, czego jakość możemy podnieść.

Choć opisy się różnią, to wszystkie źródła, do których dotarłam, wymieniają 8 zasad, o które opiera się Total Quality Management:

  • Orientacja na klienta
  • Przywództwo
  • Zaangażowania pracowników
  • Podejście procesowe
  • Systemowe podejście do zarządzania
  • Ciągłe doskonalenie
  • Podjęcie decyzji w oparciu o fakty
  • Obustronne korzystne relacje z dostawcami

Nie wygląda to skomplikowanie, prawda? Wydaje się to proste, coś jak luźne drogowskazy, którymi jako organizacja powinniśmy podążać, aby osiągnąć najwyższą jakość. Coś jak manifest jakości, który możemy powiesić obok manifestu agile aby codziennie przypominał nam, dokąd zmierzamy.

Swoją drogą kusząca jest perspektywa pracy w organizacji, gdzie każdy aspekt jest podporządkowany jakości. Ileż problemów można by uniknąć, zadać sobie proste pytanie – „jak wpłynie to na użytkownika?”. Lubię nawet w swoich rozważaniach zajść dość głęboko. Czy to, jak się ubieramy, zachowujemy w pracy, może mieć wpływ na jakość tego, co tworzymy? Czy skoncentrowanie na jakości narzędzi, które wykorzystujemy do tworzenia, może przełożyć się na jakość produktów które tworzymy?

I wiecie, takie rozmyślania potrafią zaprowadzić mnie w całkiem ciekawe obszary. Dajmy na to taki przykład: praca z odpowiednią liczbą monitorów – pomyślcie tylko, ileż czasu można zmarnować na przeskakiwanie między okienkami pracując z jednym monitorem. Albo bardziej prozaiczne rzeczy, które niekiedy urastają do rangi żartów z roszczeniowych korposzczurków, a które wbrew pozorom mogą bardzo przełożyć się na jakość, jak dobra kawa w pracy. Taka fatalna kawa z rana może popsuć humor na tyle, by wywołać trochę efektem motyla lawinę bezproduktywnych minuty. Wydaje się to zabawne, ale czy napewno? 😉

Oczywiście powyższe przykłady są nieco z przymrużeniem oka, we wszystkim należy znaleźć złoty środek. Ale zachęcam Was do takiej gimnastyki, eksperymentu myślowego – jak drobne rzeczy mogą się przełożyć na końcową jakość produktu.

A, pewnie zastanawiacie się, o co chodzi z tytułowymi pączkami. TQM wprowadził w swoich cukierniach Andrzej Blikle. Jednym z tego efektów jest pozbycie się białego paska na pączku, który powstaje w innych pączkach wtedy, gdy ciasto nie styka się z tłuszczem. Z resztą jeśli chcecie wiedzieć, jak bardzo można poprawić odczucia klienta względem pączka polecam „Doktrynę Jakości” Pana Bliklego.

Co myślicie o takim podejściu do zarządzania? Chcielibyście pracować w takiej organizacji? Czy może Waszym zdaniem jest to tylko „mokry sen” takiego freaka jak ja? 🙂

Najnowsze wpisy

CzytanQA: Czarny Łabędź

Jak już pewnie wiecie, a jak nie wiecie, to właśnie się dowiecie, interesuję się już od dłuższego czasu błędami poznawczymi.

Biały pasek na pączkach, czyli o TQM słów kilka

Total Quality Management jako zagadnienie od dawna chciałam opisać, ponieważ właśnie ono w czasie moich studiów zapadło mi w pamięć.

Akcja rekrutacja: Kto odpowiada za jakość oprogramowania?

To pytanie bardzo często pojawia się na rozmowach kwalifikacyjnych na stanowiska związane z testowaniem oprogramowania. Sama wiele razy je zadawałam, a jeszcze częściej słyszałam - nie skłamię, jeśli napiszę, że może tylko na jednej rozmowie...

Pin It on Pinterest

Podoba Ci się wpis?

Podziel się ze znajomymi!